Miłość Bliźniego

Każdy człowiek, który staje na drodze mojego życia, jest moim bliźnim.
I jest godnym miłości.

 „Kto bliźnim gardzi - ten grzeszy, szczęśliwy - kto z biednym współczuje.” (Prz 14:21)

„Miłosierdzie człowieka - nad jego bliźnim, a miłosierdzie Pana - nad całą ludzkością” (Syr 18:14)

Podstawą miłości bliźniego jest człowieczeństwo w każdym z nas, solidarność z każdym człowiekiem.

Miłość bliźniego jest „słowem” serca zaadresowanym do drugiego człowieka. Bliźnim wobec drugiego jest ten, kto „okazuje mu miłosierdzie”.(Łk 10:29-37) Kto z miłością zbliża się do drugiego, kto z głębokim wzruszeniem pochyla się nad nim, kto mu współczuje w nieszczęściu, bo okazuje zainteresowanie, życzliwość i łaskawość. W miłości bliźniego liczy się bowiem ostatecznie efektywnie okazana pomoc lub przynajmniej gotowość przyjścia z pomocą. Jak każda miłość tak i miłość bliźniego zaczyna się od wypowiedzenia „słowa serca.

W kontaktach międzyludzkich subiektywny „głos” serca jest niezwykle ważny, w nim bowiem wyrażam moją najbardziej osobistą odpowiedź na obecność drugiego człowieka w trudnej sytuacji, okazuje mu moje współczucie, moją łaskawość i życzliwość dla niego, moją gotowość przyjścia mu z pomocą. Dopiero później za „słowem” serca idzie odpowiednia postawa i działanie. Osobiste wzruszenie jest pierwotną, źródłową i podstawową treścią miłości bliźniego jako przeżycia emocjonalnego. Jako odpowiedź serca na obecność drugiego człowieka uczucie miłości inicjuje postawę otwarcia wobec niego. Pod wpływem miłości kontakt społeczny – zmienia się w spotkanie na płaszczyźnie osobowej  ja – ty. W centrum „uwagi” mego serca musi być konkretny człowiek. Miłość bliźniego źródłowo rozgrywa się na płaszczyźnie ja – ty. Stąd jej właściwy pierwotny sens to właśnie owo „słowo” wzruszenia i łaskawości, jakie kieruję ku drugiemu człowiekowi w chwili spotkania go: na ulicy, w pracy, przy łóżku szpitalnym itp. W uczuciu miłości jako „słowie” serca otwieram się na jego obecność i to, co osobiście przeżywam w głębi duszy, „adresuję” wyłącznie do tego oto człowieka. (Kol 3:23-24)

Pierwszym i zarazem pełnym sensu aktem komunikacji emocjonalnej na płaszczyźnie ja – ty jest „niema mowa” oczu. W miłości bliźniego jest tak samo, jak w każdej innej miłości: spojrzenie wyraża to, co najważniejsze: otwarcie się dla drugiego w momencie spotkania i postrzegania jego obecności jako godnej uznania. Spojrzenie obdarowuje go ciepłem życzliwości. Spojrzenie bowiem ma to do siebie, że może zbliżyć człowieka do człowieka lub oddalać go od niego. Spojrzeniem mogę drugiego „przeszywać na wylot”, mogę go „mrozić”, „miażdżyć” czy nawet „zabijać”, ale mogę go też „obejmować” i „przytulać” do serca, zapraszać do współbycia. Ludzie oddalają się od siebie przede wszystkim spojrzeniem, wznosząc między sobą niewidzialne mury i przedziały nie do przebicia. Lecz te mury i przedziały najskuteczniej rozbić można już samym spojrzeniem pełnym życzliwej miłości, a nie dopiero działaniem. Miłość obecna w spojrzeniu ma właściwie  to do siebie, że nie tylko mnie osobiście wzrusza i przymusza do pochylenia się nad konkretnym człowiekiem, ale jednocześnie już

ogarnia i przenika drugiego. Z tej racji w stosunkach międzyludzkich „niema mowa” oczu ma tak wielkie znaczenie i nie wolno jej lekceważyć jako subiektywnego przeżycia. Tylko żywego człowieka mogę obejmować ciepłem mej osobistej życzliwości i zaofiarowania mu się do dyspozycji. Wyrazem tego jest między innymi to, że się przy nim zatrzymuję i że z nim rozmawiam. W takim spotkaniu już na samym początku owa „niema mowa” oczu stawia drugiego człowieka – jakże często zupełnie obcego – na płaszczyźnie równej ze mną. Zarazem jedynie miłość zaczynająca się od łaskawego spojrzenia pozwala mi odczytać sens osobistej sytuacji człowieka w potrzebie. To zaś pomaga mi odpowiedzieć na tę sytuację postawą i zachowaniem. I gdy głos serca obecny w spojrzeniu wyprzedza i ożywia działanie, ono samo nabiera innego charakteru

- staje się darem miłości, która uwielbia i zarazem służy. (Ps 109:4) Miłość bliźniego tym się różni od innych miłości, że nie rodzi się z „oczarowania” urokiem drugiego człowieka i upodobania w nim. Pochylam się nie nad drugim człowiekiem i współczuję mu w nieszczęściu nie dlatego, że go lubię jako człowieka, nie dlatego także, iż nie mogę oderwać od niego oczu, bo zachwycił mnie blaskiem swych wartości, pięknem twarzy, inteligencją, wspaniałą osobowością czy sposobem bycia. W miłości bliźniego brak owego tak charakterystycznego w innych miłościach momentu upodobania w drugim jako przedmiocie uczucia. Miłość bliźniego jest autentycznym uczuciem o charakterze intencjonalnym, którego racją i motywem jest wartość człowieczeństwa dostrzeżona w konkretnym człowieku. (Prz3:3-4) Tym więc, co w drugim człowieku „chwyta” mnie za serce, jest jego człowieczeństwo, dostojeństwo człowieka jako osoby. U źródeł miłości bliźniego jako subiektywnego przeżycia dostrzegam zatem odczucie godności człowieka jako osoby. Pochylam się nad drugim i okazuję mu miłosierdzie dlatego, że cenię w nim człowieczeństwo, jego ludzką godność. Moje dobre serce – jeśli mam takie – jedynie mi ułatwia dostrzeżenie w drugim wartości człowieczeństwa, godności brata w Chrystusie czy blasku obrazu Boga w człowieku, aby w konsekwencji właściwie odpowiedzieć ową postawą i działaniem. (Mt 18:10) Oczywiście w konkretnym przeżyciu odczucie godności człowieka, poczucie braterstwa oraz świadomość obrazu Boga w człowieku – wszystko to nakłada się na siebie i zlewa w jedną całość przeżyciową, która mi rozświetla wartość człowieczeństwa w człowieku jako podmiocie miłości. (Rdz 1:27) W miłości bliźniego istotne jest właśnie to, że wartość ontyczna człowieka jako osoby jest przedmiotem, wobec którego ja w moim subiektywnym przeżyciu czuję się zobowiązana do udzielenia właściwej odpowiedzi. Ta wartość jest pierwsza, ona „przebija” poprzez wszystkie wartości kwalitatywne i rozświetla osobę od wewnątrz. Wobec tej wartości nie mogę być nigdy obojętna bez poniżenia samej siebie, ona mnie w szczególny sposób wzrusza i jednocześnie zobowiązuję do udzielenia właściwej odpowiedzi w całym moim sposobie bycia. (1 Kor 13:13)

         Ażeby na wartość człowieczeństwa w człowieku odpowiedzieć w sposób właściwy i adekwatny do sytuacji nie tylko wzruszeniem, ale także właściwą postawą i zachowaniem, trzeba mieć oczywiście wrażliwe i czułe serce, trzeba być człowiekiem zdolnym do współodczuwania solidarności z każdym człowiekiem.(2 Kor 1:22) Autentyczna miłość bliźniego jest zjawiskiem rzadkim, przychodzi ludziom z wielkim trudem. A przecież powinna być czymś naturalnym i powszechnym. Okazanie drugiemu człowiekowi serca – nie mówiąc już o efektywnej pomocy – często wymagają ofiary, a niekiedy aż heroizmu. Dlatego prawdziwymi „bohaterami” miłości bliźniego i zarazem jej autentycznymi nauczycielami są ludzie święci. Ludzie oświeceni, którzy przejrzeli „oczami serca" i którzy w życiu w sposób zdecydowany idą w ślady Chrystusa.(Łk 9:23) Święty Franciszek z Asyżu, widząc w trędowatym brata w Chrystusie, przełamał w sobie obrzydzenie i osobisty lęk przed zarażeniem się chorobą i ucałował go, aby uczcić obraz Boga w konkretnym człowieku. Święta Elżbieta Węgierska otaczała chorych i żebraków opieką i sama im służyła, przełamując podziały społeczne. Święty Wincenty a Paulo litował się nad losem galerników, biedaków Paryża oraz sierot i zabiegał o opiekę nad nimi. Swym przykładem pociągnął za sobą tysiące kobiet, które stawały się siostrami miłosierdzia dla chorych, sierot i opuszczonych. Święty Adam Chmielowski zbliżył się do nędzarzy Krakowa – i nie tylko do nich – jako do braci w Chrystusie, a w swej posłudze chciał być dla nich dobry jak chleb. Jego przykład promieniuje do dziś, a idea opieki nad bezdomnymi jest nadal aktualna. (2 Kor 9:7-8) Nie chodzi bowiem tylko o rozdawnictwo chleba, o zaspokojenie głodu fizycznego, ale o dar serca dla konkretnych ludzi, o uznanie w nich godności i służenia im pomocą duchową. (Mt 23:22; 1 Krn 29:17; 2 Kor 5:10) W naszych czasach niezrównaną nauczycielką miłości bliźniego była Matka Teresa z Kalkuty. Potrafiła ona dostrzec i pochylić się z miłością nad tymi, których już nikt nie zauważa – nad bezdomnymi konającymi, aby poczuli, że są zaakceptowani”. Pociągnęła za sobą setki ludzi, którzy obecnie jak siostry i bracia miłości idą w jej ślady służyć najbardziej opuszczonym.

Nie noszę habitu, lecz czy to jest ważne?

Jezus Chrystus w objawieniu Vassuli Ryden - „Prawdziwe Życie w Bogu” mówi do nas: „Posłuchaj Mnie, bracie! Duszo! Odrzuć na zawsze teorię głoszącą, że «Bóg zbliża się i wynosi jedynie dusze, które są Mu poświęcone.» Nie przychodzę wyłącznie do pobożnych dusz. Nie robię różnicy. Dlaczego? Czyż jestem Bogiem mającym specjalne upodobania? Moje Serce cierpi widząc, ilu spośród was wierzy jeszcze, że Moje Łaski są udzielane jedynie siostrom i braciom poświęconym. Widzisz, Moje dziecko, jak mało Mnie rozumieją Moi? Zbliżyłem się do wielu znajdujących się poza Moim Kościołem, tak... do dusz nędznych... Nawróciłem je i uczyniłem z nich Moje oddane sługi. Uczyniłem z nich uczniów, uczyniłem z nich świętych. Wielu jednak sprawujących władzę w Kościele zamyka oczy na Moje Dzieła i ignoruje je. Nigdy nie uznali tych dusz, nic o nich nie wiedzą. Liczne zostały odrzucone, bo tak im się spodobało. Teoria, według której «Bóg zbliża się jedynie do pobożnych dusz noszących habit», jest fałszywa. O, w jak wielkim jesteście błędzie! Gdybyście tylko znali liczbę dusz – do których się zbliżyłem, choć nie nosiły żadnego habitu ani nie były Mi oddane – które uczyniłem świętymi! Jakiż cud większy jest od tego, gdy zagubiony baranek odnajduje swego Mistrza! Jakaż radość przewyższa szczęście Pasterza odnajdującego zabłąkaną owieczkę!”

Oby się nie sprawdziły ponownie Słowa Chrystusa : „Przyszedłem do nich niespodziewanie, boso, lecz wyśmiali się ze Mnie.”

(„Prawdziwe Życie w Bogu” – Vassula Ryden od Św. Trójcy)

Miłość – jako „słowo” serca i jako właściwa odpowiedź postawy i zachowania powinna być przecież naturalnym gestem serca.

 Egoizm jest wrogiem wszelkiej miłości, a w miłości bliźniego chorobą ducha. Paraliżuje on najszlachetniejsze „odruchy” serca i zniekształca pozytywne zachowania. (Prz 29:23) Bywa bowiem, że ktoś wzrusza się osobiście sytuacją bliźniego, ale jego egoizm krępuje każdą próbę wyjścia od siebie ku drugiemu i nie pozwala zdobyć się na ofiarny gest zewnętrzny. (Oz 7:10) A miłość bliźniego od samego początku jest taka, że właściwie wymaga przede wszystkim wyzwolenia się od wszystkiego, co zamyka nas w sobie, i co czyni nas ludźmi ciasnymi, nastawionymi jedynie na osobisty interes. (Mt 6: 19-21) Autentyczna miłość bliźniego rodzi się zazwyczaj z oporami, wymaga osobistego wysiłku w przezwyciężaniu samego siebie i często zdecydowanej walki z wszelkimi odruchami egoizmu, który paraliżuje „odruchy” serca, osłabia postawy i zniekształca zachowania.(Mr 7:22-23) Widok człowieka w nieszczęściu wzrusza niemal każdego, sytuacja ciężko i nieuleczalnego chorego budzi szczere współczucie. Ile razy ludzie spontanicznie ratują drugich w nieszczęściu, zdobywają się na wspaniałe gesty. (Łk 10:33)

Wielki wpływ na praktykę miłości bliźniego ma również kultura, w której żyjemy i stajemy się sobą. Miłość bliźniego jako uczucie różni się od innych miłości także tym, że nie oczekuje wzajemności i osobistego szczęścia. Miłość bliźniego jest bowiem uczuciem, które z istoty swej obdarowuje drugiego nie licząc na wzajemność, jest aktem oddania się i gestem ofiary, które zdecydowanie wymaga osobistego wyrzeczenia – czasem bardzo wielkiego – bez oglądania się na osobiste szczęście, nawet bez oczekiwania na jakąkolwiek wdzięczność.(1 Kor 13:4-5) Z tego powodu bezinteresowność w miłości bliźniego nabiera szczególnego znaczenia, staje się bowiem synonimem poświęcenia dla drugiego człowieka. Spojrzenie w twarz drugiego człowieka na płaszczyźnie ja – ty.

To osobiste ciepło sprawia, że posługa i działanie na rzecz drugiego przybierają charakter daru dla konkretnego człowieka. W miłości bliźniego sam czyn nabiera zasadniczego znaczenia, on dopiero nadaje uczuciu właściwy sens. (Jk 2:26) Dlatego w miłości bliźniego czyn jako efektywna pomoc okazana drugiemu w potrzebie jest nawet swoistym sprawdzianem wartości jako subiektywnego aktu.(Mt 6:1) Uczucie, które nie inspiruje do działania i nie ożywia samego czynu na rzecz bliźniego, traci swoje znaczenie jako subiektywne przeżycie.(Mt 6:2) Z tej racji w miłości bliźniego samo uczucie, aczkolwiek ważne jako „słowo” serca, pełnego znaczenia nabiera dopiero wtedy, gdy „uruchamia” i ożywia inne przeżycia osobowe, a zwłaszcza sferę woli. I dlatego miłość bliźniego, rodząc się w sercu jako „słowo” uczucia, kulminuje jednak dopiero w działaniu. Z tej to racji wola działania, zdecydowanie wyjście od siebie, postawa gotowości służenia drugiemu, okazywanie życzliwości i rzeczywista troska o dobro drugiego – wszystko to są istotne składniki miłości bliźniego.(Mt 6:3-4) Bez udziału woli i działania niemożliwa jest integralna miłość bliźniego jako swoista synteza uczucia, postawy i woli działania zaangażowanych w zbliżenie się do drugiego człowieka i w pochylenie się nad nim. (Za 7:9) Tak rozumiana miłość bliźniego może być ponadto przeniknięta wiarą w Boga i ożywiona Jego miłością i staje się  chrześcijańską caritas. (1 Krn 29:14)

Życie chrześcijańskie jest bowiem życiem miłości, jeśli nie kocham, to po prostu nie jestem chrześcijaninem, choćbym nosił krzyżyk, czytał Biblię lub spełniał pewne normy czy praktyki. (Jk 2:14-18)

Chrześcijaństwo i miłość to synonimy. Ta miłość ma dwa poziomy:

Pierwszy poziom to miłość do Boga co uwidacznia się w słowach Zbawiciela Jezusa Chrystusa :

„Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie.” (Mt 22:37-38)

Drugi poziom to miłość do bliźniego :

„Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy.” (Mt 22:39-40)

Miłość, którą kochamy siebie samych, jest minimum tego, co powinniśmy dawać innym. Nie czynić drugiemu tego, czego nie chcemy dla nas samych, albo lepiej: czynić drugiemu to, czego chcielibyśmy dla nas samych.

         Ale Jezus dalej chce nam powiedzieć coś więcej :

„Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali.” (Jn 13:34-35)

Dalej Św. Apostoł Jan mówi : „Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością.” (1 Jn 4:8)

„Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim.”  (1 Jn 4:16)

Miarą, według której mamy kochać jedni drugich jest to, jak Bóg kocha Swego Jedynego Syna, to znaczy Miłością  Bożą :

„Otrzymał bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos Go doszedł od wspaniałego Majestatu: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie.” (2 Ptr 1:17), „Jego słuchajcie !” (Mt 17:5)

 a Chrystus umiłował nas miłością, która kosztowała Go życie:

„Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.” (Jn 15:13)

Miłość jest zainteresowaniem aktywnym, które wytwarza silne postanowienia służenia i błogosławienia moim bliźnim, jest połączeniem pracy i poświęcenia dla ich dobra. Nie jest tylko uczuciem, jest postawą zaangażowania, które obejmuje te wszystkie konkretne miejsca, w których potrzebuje mnie mój bliźni.

„Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. Wówczas zapytają sprawiedliwi: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? (…) A Król im odpowie: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. „(Mt 25:34-40)

 „Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! (…) Wtedy odpowie im: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego.” (Mt 25:41-46)

 

Mamy więc być przedłużeniem Chrystusowych ramion, niosących dobro każdemu człowiekowi.

Na zakończenie tej części spotkania przytoczę słowa przypisywane Matce Teresie z Kalkuty :

 

 „Pomimo wszystko”

 

Człowiek jest

nierozumny i egocentryczny...

...nieważne: i tak go kochaj!

Chciałbyś zrobić coś wspaniałego,

ale inni źle oceniają twoje intencje...

...nieważne: i tak zrób to!

Wypełniając swe obowiązki, znajdujesz

                                      fałszywych przyjaciół i prawdziwych nieprzyjaciół...

                                      ...nieważne: wypełniał je i tak!

                                      Dobro, które czynisz, jutro jest zapomniane...

                                      ...nieważne: czyń tak dalej!

                                      Uczciwość, szczerość, przejrzystość

                                      czynią cię słabym i bezbronnym...

                                      ...nieważne: nadal bądź uczciwy i szczery!

                                      To, co budujesz od lat,

                                      może być zniszczone w jednym momencie...

                                      ...nieważne: i tak buduj dalej!

                                      Pomagasz ludziom, a oni tego nie zauważają...

                                      ...nieważne: pomagaj im nadal!

                                      Pragniesz oddać to co w tobie najlepsze,

                                      a inni znieważają cię i odrzucają...

                                      ...nieważne: nieustannie dawaj to,

                                      co w tobie najcenniejsze!

 

 

                                                                                     Opracowała:

                                                                           mgr Krystyna Klatecka

 

drobne uzupełnienia : Jan

 

 


www.duchprawdy.com

Valid HTML 4.01 Transitional Poprawny CSS!