Ostatnie Orędzia Jezusa 2006-2007r

 

Anna Dąmbska, Warszawa 1967-2007

 

 

15 listopad 2006 r.

 

Mówi Pan:

- Pamiętajcie, że u Mnie, w Moim domu nie ma innych uczuć jak tylko miłość bliźniego, braterstwo, ogromny szacunek dla innych, pragnienie niesienia pomocy, jak tylko się zdarzy okazja. A teraz całe niebo jest w pogotowiu.

 

Śniło ci się kiedyś, Aniu, że widzisz, jak wojska Moje, nad którymi czuwa Maryja jako Królowa wasza, te wojska Moje, które widziałaś w postaci szarżującej husarii, atakują ciemność. Są pierwsze w walce z siłami ciemności.

 

To oczywiście przenośnia, ale wam właśnie daję pierwszeństwo w walce o Moje królestwo na ziemi. To wyprosiła wam Maryja. Jest z was dumna i ufa wam. Zaś ten atak, to atak moich dzieci z nieba, a waszych przodków, a nawet wam współczesnych, którzy zginęli walcząc o Moje prawa. W każdym razie musicie pamiętać, że będziecie mieli ogromną pomoc, że nie chodzi tu o walkę z bronią w ręku z przeciwnikiem fizycznym, lecz o walkę z siłami ciemności: z kłamstwem, oszustwem, zbrodnią, podłością, zdradą, nikczemnością w stosunku do całego waszego narodu. W takiej właśnie walce będziecie mieli pomoc całych pokoleń waszych przodków, którzy jasno widzą zło i pragną usunięcia go z waszego kraju.

 

O uczestnictwo w takiej rozprawie ze złem prosi nie tylko cały wasz naród, ale wszyscy cudzoziemcy życzliwi wam, rozumiejący swój dług wdzięczności względem was i pragnący go spłacić.

 

Maryja jest Królową nieba, jest Tą, na której się nigdy nie zawiedziecie. I kocha was jak prawdziwa matka, a to znaczy, że pragnie oczyszczenia terytorium Polski ze sług szatana. To zwycięstwo będzie trwało, wzrastało w siłę i uszlachetniało całą ziemię.

 

Ale siły zła nie ustąpią bez walki. Dlatego angażują się w nią wszystkie chóry anielskie, a przy każdym z was będzie wasz towarzysz i opiekun. Dlatego właśnie nawrócenia będą tak liczne i tak głębokie.

 

A Kościół Mój będę przygotowywał sam, bo pragnę, aby on w waszym kraju jaśniał blaskiem czystości, bezinteresownej służby gorącej miłości bliźniego. Do szeregu Moich sług możecie się już modlić z prośbą o pomoc, o oczyszczenie waszych intencji, o stałość i wytrwałość w służbie, a także o wyrozumiałość, umiejętność przebaczania i zdolność zapominania krzywd, o ile krzywdziciele będą żałować.

 

Przemiany tu, na waszej ziemi będą miały przede wszystkim charakter duchowy, a reszta, czyli metody, znaki, sposoby działania, to wszystko już rola Maryi i ojca Karola.

 

- Trudno sobie to wyobrazić Ojcze – mówi Anna. – Tak gorąco pragniemy tego, ale nie wiemy, jak działać, z kim działać, na kim się oprzeć.

 

- Ja się boję też naszej gnuśności, odkładania na później, a przecież udział w tej walce to zaszczyt – mówi inna osoba. Pan odpowiada:

 

- Zaszczyt nie tylko dla was – dla całego nieba! Wy tylko bądźcie spokojni, wytrwali i posłuszni wszystkim inspiracjom Maryi. Każdy z was będzie miał pomoc swojego Anioła Stróża, a przez niego łączność z wszystkimi chórami. Gdybyście wiedzieli, jak oni was kochają, jak pragną udostępnić wam życie godne człowieka.

 

- To znaczy, jak Ty nas kochasz – zauważamy – a swoją wspaniałą miłością ubogacasz swoje dzieci.

 

- Dzieci, chciałem dzisiaj przygotować was do tej radości, która już nadchodzi, i pragnę, abyście wiedzieli, że ode Mnie i z Mojego nieba macie tylko miłość, pomoc i bardzo silne wsparcie. A to, co złe, będzie przemijać, ulatywać, przekształcać się w nawrócenie.

 

Wasza ziemia jest rzeczywiście ziemią świętą. Dlatego niebo będzie mogło postawić tu pierwsze kroki – a wszystko przez Maryję, z Nią i w Niej. Moja córka ukaże w swoim królestwie moc i energię świętości – ale to wyście ją „wytwarzali” całymi pokoleniami. Maryja zbierze wszystko, co było dobre, co nie otrzymało zapłaty, co zostało zniszczone przez przeciwników. Wkład pracy całego życia jednych ludzi, męczeńska śmierć innych – wszystko długo czekało na ujawnienie się w całym blasku prawdy. Będziecie to mieli z Mojej miłości i z miłości macierzyńskiej waszej Królowej – mojej Miriam… - dodaje Pan z czułością. Anna odpowiada po chwili:

 

- Ojcze, teraz wydaje mi się, że rozumiem, że uzyskanie wolności politycznej czy uczciwego sprawowania władzy, to jeszcze nic w porównaniu z tym, co Ty chcesz nam dać objawiając, jak powinna wyglądać prawdziwa wolność ludzka, prawdziwe nawrócenie całego narodu.

 

- Ta dziecko, to będzie prawdziwe nawrócenie – gwałtowny, wspaniały powrót wszystkich wartości, jakie powodowały, że kochaliście tak bardzo ten kraj. A ponieważ jest to walka z szatanem, całe niebo pragnie wziąć w niej udział.

 

Jeszcze tylko kilka chwil. Budź, Anno, nadzieję i mów swoim przyjaciołom, że miłosierdzie Boże nie ma granic. Niech chociaż oni będą przygotowani.

 

Chcę ci teraz dać więcej sił, dziecko. Dlatego przyjmuj z radością wszelkie moje starania. To samo dotyczy przyjaciół (…),

 

W Moim kościele nie może być podziału na katolickich księży i katolików świeckich. Powinna być jedność działania, zrozumienia i stała współpraca wedle umieszczonych w każdym z was darów.

 

Teraz dzieci mówię wam jedno: nie lękajcie się. Nic złego spotkać was nie może, bo broni was Maryja z wszystkimi aniołami nieba. Od momentu rozpoczęcia walk – różnych walk – rozpocznie się również nasze działanie chroniące was i wspomaganie.

 

Tak bym chciał, żebyście patrzyli z nadzieją i radością w przyszłość, ale jeszcze nie możecie przełamać oporu codziennej rzeczywistości. Nawiązujcie przyjaźń ze swoimi Aniołami, z Aniołem Polski, z…. – Pan wskazał na Jana Pawła II – i wszystkimi, którzy się przy nim gromadzą (…). Nie jesteście sami, bezradni. Jesteście ziarnem, które już pęcznieje i czeka na siew.

 

Moje kochane ziarenka… Moje drogie dzieci, z których żadnego nikt mi nie zastąpi. Ogarniam was swoją miłością, wprowadzam do swojego Serca na stałe. Żadna wasza słabość was z niego nie usunie. Kocham was a z wami obejmuję miłością cały wasz kraj. Niech spocznie na was, rozwija się i wzrasta Moje błogosławieństwo. Niech odradza się w całym waszym kraju wasza prawdziwa wiara, nadzieja i miłość. A miłość moja niech wam towarzyszy, oczyszcza was, odradza i umacnia we Mnie.

 

Nie ma , dzieci, granicy między ziemią a niebem. Tam, gdzie Ja jestem, jest niebo. A pragnę i pomagam wam budować je w waszej ojczyźnie – wraz z Maryją.

 

Niech spocznie na was moje błogosławieństwo. Niech się rozwija w was i wzrasta. Błogosławię was w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego.+

 

Kładę na was Mój krzyż (znak krzyża na czołach). Pragnę waszego wzrastania. Nie wrastajcie w ziemię, moi drodzy, ale w niebo.

 

 

Nawiązując do tych słów Pana Anna mówi, że wyrastający z ziemi pęd, kierujący się ku górze, ku niebu, jest teraz obrazem Polski. Pełna radości dodaje:

 

- Ojcze nasz, przyjmujemy wszystko, co nam dajesz, z zachwytem i radością. Pragniemy nigdy nie zapomnieć tego, co powiedziałeś. Pragniemy, aby cały nasz naród uwielbiał cię, kochał i promieniował miłością do Ciebie na całym świecie.

 

 

19 grudzień 2006 r. (fragmenty)

 

Pan zwraca się do kapłana:

 

- Powiedz, synu, - czy masz jakieś specjalne kłopoty, zmartwienia czy potrzeby.

 

- Martwi mnie moja diecezja.

 

- A czy modlisz się za swoje władze…?

 

Kapłan wyraża gestem, że na pewno zbyt mało.

 

- Kogo chciałbyś Mi polecić? – pyta Pan.

 

- Ordynariusza – odpowiada natychmiast kapłan, a po chwili dodaje inne osoby.

(…)

 

Co chcielibyście Mi powiedzieć? – pyta Pan

 

- Prosimy Cię, Ojcze, o odwrócenie ateizacji i upadku w archidiecezji – prosi kapłan.

(…)

 

Pan daje kapłanowi wskazówki:

 

- Chciałbym, abyś teraz zwracał specjalną uwagę na częstość i rzetelność spowiedzi osób, które prowadzisz – bo bardzo prędki jest czas, kiedy tłumy będą oblegały konfesjonały i wtedy trudno będzie każdemu poświęcić więcej czasu. A poza tym pytaj ich synu, co robią dla Kościoła – bo katolik, jeśli nie służy, to nosi nazwę nieodpowiednią.

 

A ty, synu, jeśli chcesz być na pierwszej linii frontu, to jak najszybciej oddaj się na służbę Maryi.

(…)

 

Pan zwraca się do obecnych:

 

- No to teraz posłuchajcie, co Ja mam wam do powiedzenia.

 

Otóż proszę, abyście zaraz po przebudzeniu oddawali Mi w opiekę siebie i wszystko, co w danym dniu macie zamiar robić. Po wtóre pamiętajcie, że każde z was jest wzięte pod uwagę przez waszą Królową jako osoba przynależna do Jej szeregów z racji waszej miłości do ojczyzny i stałej pamięci o jej potrzebach. Dlatego proście Maryję, aby was brała pod uwagę w swoich planach,

(…)

 

Przytulam was do serca i błogosławieństwem moim obejmuję wszystkich waszych bliskich, wszystkich, którym służycie, których staracie się przybliżyć do Mnie.

 

Pragnę, abyście przyjęli mój dar: więcej sił, więcej radości i więcej świadomości, jak bardzo jesteście kochani. Niech spocznie na was błogosławieństwo moje, pozostanie i wzrasta.

 

 

26 grudzień 2006 r. (fragmenty)

 

- Zapraszamy Ciebie, Panie na świąteczne Bożonarodzeniowe spotkanie – mówi Anna, zapraszając, że ma na myśli Trójcę Świętą.

 

Odmawiamy uważnie „Te Deum Laudamus”. Zapraszamy następnie także nasze rodziny i przyjaciół. Po podzieleniu się opłatkiem i krótkiej rozmowie Anna pyta:

 

- Chcielibyśmy spytać, Ojcze, co jeszcze moglibyśmy zrobić…

 

po czym wyjaśnia sens słowa „jeszcze” w swoim pytaniu, mówiąc:

 

- Dzisiaj w nocy modliłam się za tych, których najbardziej nie cierpię.

 

i wymienia dwie osoby (J. i U.).

 

-Cieszę się, żeś zrozumiała istotę wstawienniczej modlitwy – odpowiada Pan. Im cięższe winy, tym bardziej człowiek, który ich nie żałuje – i poszerza tym samym zasięg oddziaływania zła, bo staje się przykładem, jak zdrada może obfitować we wszystkie dobra ziemskie – balansuje na skraju przepaści. A tacy ludzie powinni dziękować za każdą chwilę życia darowaną im jeszcze. Dlatego prosząc o ich nawrócenie dziękujcie Mi, że przedłużam im jeszcze czas życia.

 

Staram stworzyć im możliwości nawrócenia się, ale jest to bardzo trudne, dlatego że trwanie w uporze przed przyznaniem się do win i zrzuceniem ich z siebie jest wspierane przez profity, które zyskują, i czują się w swoim egoizmie zadowoleni, a jednocześnie nie rozumieją, że igrają z moją wszechmocą. Nieszczęście sprzyja skrusze, natomiast samozadowolenie tych, którzy mają wiele zbrodni na sumieniu – bo tak trzeba te czyny nazwać – sprzyja zupełnemu skamienieniu sumień, co może trwać do śmierci ciała.

 

Wiem, że prosiłaś o skruchę dla nich, ale do zaistnienia skruchy niezbędna jest świadomość uczynionego zła. Bezkarność jest w takim przypadku darem szatana.

 

Nie zniechęcam was do próśb o nawrócenie się ludzi winnych ciężkich zbrodni, tylko proście Mnie o okazanie im pomocy, a tych może być tylko to, co wy nazywacie nieszczęściem, a w rzeczywistości jest ostatnią łaską udzielaną takim ludziom.

 

A teraz wróćmy do naszego spotkania. Cieszę się z waszego zaproszenia. To jest rzeczywiście pamiątka mojego życia ziemskiego, ale jakże rzadko zdarza się, żeby zaproszono Nas do domów, np. na Wigilię. Dlatego cieszymy się wami. A jeśli Bóg się cieszy, to cieszy się całe niebo: wasze rodziny, bliscy, przyjaciele, krewni…

 

Otaczają was wszyscy wasi bliscy, znani i nieznani wam, ale proszący Mnie o wszelaką pomoc dla was. Wiecie, że to są czasy, w których Ja dopuszczam do współpracy niebo z ziemią, aby wszystkim wam dać jeszcze więcej radości. (…)

 

Przyzywajcie i proście o pomoc tych wszystkich, do których macie zaufanie. Ale pragnąłbym, aby pomoc dotyczyła służby Mnie, np. (…) pomocy poszczególnym ludziom lub grupom.

 

Chciałbym, abyście teraz ofiarowali Mi w imieniu całego narodu polskiego cały wasz kraj, a zwłaszcza Kościół mój… „umundurowany” – określenia tego Pan używa z uśmiechem.

 

Czynimy to. Dodajemy konkretne prośby. (…)

 

- No tak, kończy się na tym… - zaczyna refleksję Anna.

 

- …że musisz Mnie prosić? – kończy myśl Anny Pan i tłumaczy: - Bo to tak jest. Jestem Ja i jesteście wy, moje ukochane stworzenia. Ja otrzymuję możność uratowania was – prośba to jest wasz dar dla Mnie, a wypełnienie jest  moją domeną i radością. Dlatego ty teraz, czyli w stanie „pomimo wszystko”, masz  otwarte szeroko bramy mojego miłosierdzia. Korzystaj, tym bardziej że znalazłaś swoje miejsce w moim domu: jesteś małym, obecnie chorym dzieckiem. I dzieckiem pozostaniesz na zawsze.

 

Anna przypomina, że ostatnio doszła do tego, że mówiła o sobie: „Nie będę się siliła na wyczytywanie żadnych mądrości, np. Ojców Kościoła, bo i tak im nie dorównam, a już mam swoje miejsce u Pana, jak dziecko, takie może czteroletnie, na kolanach u Ojca”. Teraz mówi:

 

- Teraz, Panie, oddajemy Ci się do końca życia wszyscy troje… oraz tych, których ogarniamy swoją troską i miłością. Prosimy Cię o dobrą wolę ludzi Kościoła („umundurowanego”). Słowem oddajemy Ci się jako prezent świąteczny, może nie za piękny, i prosimy o pomoc w służbie Tobie i z Tobą, zwłaszcza w sprawach naszego narodu czyli w gestii Twojej Matki.

 

- „Przy okazji” dziękujemy za to – mówimy – że na Zamku Królewskim otwarto wystawę nazwaną „U Tronu Królowej Polski”.

 

Pan mówi:

- Przytulam was do siebie. Pamiętajcie, że nigdy was nie opuszczę. Kocham was, moje małe dzieci. A teraz podajcie sobie ręce, tak jak gdybym był między wami.

 

Podajemy sobie ręce. Po chwili trwania w ciszy Anna mówi:

 

- Wskrzesisz nam Polskę, Panie, bo kochasz swoją Matkę.

 

- Musicie Mi ufać – odpowiada Pan.

 

- Przyjmijcie błogosławieństwo moje na nadchodzący rok. Błogosławię was. Kładę ręce moje na waszych głowach, moje drogie, kochane dzieci.

 

 

20 styczeń 2007 r.

 

Od kilku dni telewizja i gazety donoszą o skutkach silnych wiatrów w całej niemal Europie (orkan Kyrill). W samej Polsce spowodowały one śmierć co najmniej sześciu osób i znaczne straty materialne. W USA daje się we znaki zima. Zwracamy się do Pana:

 

- Witamy Cię, Ojcze. Dziękujemy za wszystko, co czynisz. Te huragany, jeszcze nie wywołały powszechnego strachu, ale obawy zaczynają narastać… (…) Co jeszcze powiesz nam, Ojcze, dla ostrzeżenia innych? – jeżeli chcesz.

 

Pan mówi:

- Moi kochani, widzicie, że czas ucieka. Chciałbym, aby to, co do was dociera z wiadomości ze świata o klęskach żywiołowych, było brane poważnie. Moim pragnieniem jest, aby zechcieli powracać do początków swojego życia religijnego ludzie, którzy dawno je odrzucili. Wy proście o powrót do Polski tych, którzy pozostają zagranicą, bo potem nie będzie to już możliwe.

 

- Prosimy Cię o to, bo my sami nie możemy nic zrobić. – Słyszymy o różnych osobach, ale ich nie znamy. (…) Jeżeli Chcesz, Panie, powiedz to, co uważasz za ważne, a my będziemy słuchać.

 

- Moi drodzy, mówcie tym, którym możecie, żeby jednak rozpoczęli przygotowania do spowiedzi generalnej – żeby zaczęli się przygotowywać do nowych czasów, które mogą nie być łatwe do przeżycia. Raczej zapraszajcie waszych znajomych i krewnych do powrotu do Polski i nie planujcie żadnych wyjazdów poza niezbędnymi, a równocześnie módlcie się, czyli oddawajcie Mi w opiekę wszystkich, na których wam zależy, a którym sami pomóc nie możemy.

 

Ja służę wam pomocą, ale jak rozumiecie, ze względu na wolność waszej woli nie mogę narzucać wam moich zamierzeń i rozwiązań. Uważnie obserwujcie, co dzieje się na całym świecie – i byłbym szczęśliwy, gdybyście ludzi zagrożonych otoczyli opieką, oddając ich Mnie. Pamiętajcie, że ważniejsza dla każdego z nich jest decyzja Moja niż wasze namawiania i ostrzeżenia. Dlatego myśląc o każdym człowieku od razu oddawajcie go Mnie.

 

Proszę też, miejcie stale na uwadze spowiedź, a [albo] inaczej powrót do Mnie i pojednanie się ze Mną. W tych intencjach oddawajcie Mi każdego osobiście. I nic nie powinny tu znaczyć wasze stany emocjonalne, znajomość lub brak znajomości z nimi, a tylko zagrożenie człowieka na wieczność. Słowem oczekuję na wasze intencje.

 

 

25 styczeń 2007 r. (fragmenty)

 

Mówi Pan:

 

- Proszę, ofiarowujcie dalej wszystko co możecie za Polskę. Możecie również oddawać wszystko Maryi, zwłaszcza to, co wam ciąży.

 

Moje kochane dzieci, to są już ostatnie chwile bez przerażenia, wobec powszechnych perspektyw utraty zdrowia lub życia. Dlatego chciałbym, abyście pamiętali też o tych, którzy będą ginąć. Przecież wtedy właśnie rozgrywać się będzie walka w was o dalsze istnienie ze Mną lub poza Mną. Proście więc za tych ludzi i oddawajcie ich Mnie.

 

Widzicie, ważne jest, żeby choć jedna osoba wstawiała się za każdego z tych zagrożonych – a tymczasem ludzie z własnej winy są tak samotni, odwróciwszy się od innych. Nastąpiło tak wielkie odczłowieczenie. Obejmujcie więc miłością i oddawajcie Mnie wszystkich zagrożonych, samotnych, nie mających oparcia. Proście o ich dobrowolne zwracanie się ku Mnie, kiedy nadejdzie czas zagrożeń. (…)

 

Ogarniam was swoją miłością i nie pozostawię was bez pomocy. Chcieliście udziału w moim ratunku dla ludzkości i będziecie go mieli. Jeśli zdobędziecie się na dziękowanie Mi już, tym samym wejdziecie w nurt (waszej) służby.

 

 

6 luty 2007 r.

 

- Chciałam zapytać, Ojcze, czy nie masz nam czegoś do powiedzenia. Dziękujemy za pomoc pana doktora (Edmunda) wobec chorych w szpitalu, o której mówiła Bogumiła, a także pomoc błogosławionej dr Molli, bo i ją w tym szpitalu wzywają intensywnie (w tym szpitalu zwracają się w sprawach chorych do doktora Edmunda Wojtyły – brata Karola, lekarza który zmarł młodo niosąc pomoc lekarską – i są tak przejęci skutecznością pomocy, że zastanawiają się nad dalszymi krokami).

 

- Mówiłem wam, dzieci – odpowiada Pan – że nadejdzie czas, w którym się zbliży niebo do ziemi. Nie tylko zbliży, ale i połączy tam, gdzie będziecie tego świadomi i będziecie tego chcieli. Ja to szykuję dla was, byście mieli świadomość łączności z nami. To jest Moja odpowiedź na wszystkie „złe gusła” – mówi Pan z uśmiechem – jakieś satanizmy i inne mody typu „New Age”, albo po prostu na zwykły zabójczy dla waszych dusz ludzki egoizm.

 

Chciałbym jednak, abyście zwracali większą uwagę na możliwości, jakie przed wami roztaczam. Całe niebo chce wam pomagać – i pomaga, jeśli dacie mu przystęp do pomocy sobie.

 

Spójrzcie, ile osób teraz umiera (zwróciliśmy na to uwagę, słysząc od pewnego czasu o wielu osobach, które zmarły). Chyba rozumiecie, że nie chcę ich karać, a przeciwnie – oszczędzam. Ci, co umierają teraz lub giną nagle, są pomimo wszystko w lepszym położeniu niż ci, co będą  ginąć niedługo, bo wtedy zapanuje już nad wami strach. Teraz go jeszcze nie ma. Dobiegają do was zaledwie echa wydarzeń katastroficznych, ale jeszcze czujecie się bardzo bezpieczni i wygodnie „zasiedziali” w waszym życiu. Tymczasem wy oceniacie wyłącznie chwilę obecną. Nie analizujecie przeszłości, nawet tej najbliższej, bo nie chcecie przyjąć do wiadomości, jakie niebezpieczeństwa sprowadziliście na siebie.

 

Bardzo was proszę, zastanówcie się nad tymi, którzy umierają teraz, i proście dla nich o przebaczenie, o łaskę, o zdolność do przebaczania innym, o możliwie szybki powrót do domu Ojca. Pamiętajcie, że każdy, kto doń powraca, najgoręcej pragnie odwdzięczyć się Ojcu za Jego miłość, a nie ma dla was innego odwdzięczenia jak proszenie za innych, przebaczanie waszym winowajcom, jeśli tacy są, i zanoszenie próśb do Mnie o jakiekolwiek możliwości pomagania tym, którzy jeszcze żyją, szczególnie, gdy mają niedługo umrzeć. Chcieliby naprawić swoje winy, zwłaszcza winę braku miłości bliźniego, a Ja z radością udzielam im swojej pomocy. (…)

 

Proście za wszystkich, którzy teraz chorują, umierają czy też przechodzą ciężkie chwile. Proście za wszystkich, za których możecie, z którymi się stykacie, o których się ocieracie. Niech to nie będą puste słowa, niedbałe i leniwe. Budźcie w sobie prawdziwą troskę o drugiego człowieka, współczucie dla niego, pragnienie pomocy, wszelakie pragnienie naprawienia krzywd, jeżeli je wyrządziliście komukolwiek.

 

Pamiętajcie, że niebo chce wam pomagać, pragnie tego. Nie utrudniajcie im tej pomocy. Słowem sami stawajcie się rzeczywistymi katolikami: służcie innym. Chodzi o dziesiątki i setki waszych bliźnich, rodziny, przyjaciół, kolegów, towarzyszy pracy – słowem wszystkich, którzy już nie żyją, a bardzo pragną wam służyć pomocą, bo i względem was mają długi, np. za oziębłość, brak dobroci, serdeczności, troski, za egoizm, który „broni” was przed udzielaniem się innym.

 

A ile wdzięczności powinniście mieć względem każdego człowieka Kościoła. Mówię o waszych babkach, proboszczach, ciotkach, chorych w rodzinie, przedwcześnie zmarłych, którzy chcieliby wyrazić wam swoją miłość, a często przebaczenie. Przecież przed wami idą całe pokolenia. Bądźcie im wdzięczni. Kochajcie ich. Pragnijcie „usłużyć” im w ich możliwościach niesienia wam pomocy.

 

Ale cóż z tego, że oni chcą wam pomagać, kiedy taka pomoc jest marnowana, bo wy jej nie przyjmujecie.

 

Pragnę nade wszystko, jako wasz wspólny Ojciec, widzieć was troszczących się o siebie, niosących pomoc, podtrzymanie lub wręcz zdrowie. Ja pragnę tylko jednego: waszej miłości wzajemnej.

 

Waszej strony świata, życia na ziemi, dotyczą zaniedbania obowiązków, niewykorzystanie możliwości czynienia dobra, odrzucania problemów innych ludzi jako kłopotliwych, a najczęściej brak towarzyszenia bliźniemu w ciężkim okresie życia i niechęć wnikania z życzliwością i należytą delikatnością w cudze smutne sprawy, np. po śmierci osoby bliskiej. Wszystko to rozważcie sobie i porównajcie, bo w moim domu każdy gotów jest służyć wam natychmiast, jeżeli go wezwiecie lub powiecie mu o tym.

 

Proszę więc, okażcie moim dzieciom choć trochę miłości…

 

 

Wieczorem, gdy spotkałam się z kapłanem, z którym czytamy powyższe słowa,

 

Pan pyta nas: - Powiedzcie, dzieci, czy rozumiecie mój plan odrodzenia waszego kraju.

 

- Nawrócenie jak największej ilości ludzi – odpowiada kapłan;

 

- …ale przy silnej pomocy nieba „w ramach” świętych obcowania – dodajemy.

 

Pan mówi: - Nie ma w niebie nic świętszego niż moja miłość, a Moja miłość jest zawsze darząca. Proszę, abyście wy starali się Mnie w tym naśladować. Miłość bliźniego jest najprostszą i najłatwiejszą drogą do Mnie. Ponadto zwykle rozwija się i przechodzi na otoczenie. A przecież łatwiej jest przebaczać niż nienawidzić, łatwiej jest darowywać niż wypominać, łatwiej przez swoje postępowanie uwalniać od niechęci, złości czy zapiekłej pamiętliwości innych niż pozostawiać ich w tym stanie, który będzie rósł, obejmując coraz większe obszary w każdym z takich ludzi.

 

Podaję wam najprostszą, najłatwiejszą drogę dla całego waszego społeczeństwa:

 

     Oczyszczajcie się przede Mną przez moc mojej miłości, która będzie wam towarzyszyć, jeśli posłuchacie moich słów, dawanych wam przez tysiąclecia

(Pismo Święte i nauczanie Kościoła), i Mnie mówiącego w waszym sumieniu.

 

Błogosławię wam, przytulam do serca i zachęcam do prób, a jako współtowarzyszy macie całe niebo.