ABORCJA

Bóg objawił Siostrze Medardzie jak dusze cierpią w Czyśćcu za grzech aborcji

30 stycznia 1953 r.

(...) Miałam niedawno okropne widzenie dusz cierpiących w czyśćcu matek, który traciły [zabijały nienarodzone] swoje dzieci. Widziałam je jak stały, a było ich bardzo wiele, a wokoło nich małe kościotrupki i czaszki. Ciągle miały je dookoła siebie przed oczyma i nie mogły ich stracić z oczu, bo gdziekolwiek się odwróciły, to czaszki te o strasznym wyglądzie ciągle się do nich przysuwały jako straszne widma. Matki te miały jakieś chusty w rękach i zasłaniały nimi oczy swe i całą głowę. Z chwilą jak zakrywały głowę i oczy, aby ich nie widzieć, chusty te stawały się krwią nasiąknięte i zalewały je tak, że jakby fala krwawego deszczu na nie upadała, strasznie jęczały. Jęk był taki, jakby to była jakaś rzeź czy coś okropnego. Nie da się to opisać. Niektóre widziałam, że ścinano im głowy, a te głowy z powrotem odrastały, po to, aby się musiały męczyć na nowo, a ręce ich były pełne krwi, krew się przelewała z ich rąk.

Dane mi było do zrozumienia, że to jest właśnie cierpienie za morderstwo, za zamordowanie własnych swoich dzieci, które jeszcze na świat nie przyszły. Słyszałam nad nimi głosy, jak ktoś mówił, że zwierzęta nie byłyby zdolne do takich morderstw, jak zdolny jest człowiek, który stworzony jest na obraz i podobieństwo Boga. Zabijając nienarodzone istoty zabijają Samego Boga i stają się Bogobójcami, bo zabijają odbicie Boga. Zabijając – przeszkadzają Bogu w wypełnianiu Jego zamiarów, bo z tych dusz ileż miałby Bóg chwały tu na ziemi i jaką chwałę miałby przez całą wieczność, w której by Go wielbiły. A tu przez wolną wolę, którą dał Bóg człowiekowi, musi patrzeć na zbrodnie i zabójstwo istot niewinnych.

Widziałam również te dzieci zamordowane przez matki. Nie są ochrzczone, gdyż matki nie dopuściły do tego, aby dziecię takie przyszło na świat. Dusze tych dzieci nie są w światłości, w jakiej być powinny. Widziałam te dzieci jakby w jakiej oazie, gdzie nie ma cierpienia – nic nie cierpiały, ale jednak były smutne. Nie były radosne, bo nie były w tej szczęśliwości, dla której były stworzone.

Jakkolwiek widzę Boga Miłosiernego, widok tych cierpiących matek przejął mnie wielką trwogą. Gdybym nie wiedziała o tym, że to jest czyściec, myślałabym, że są w czeluściach piekielnych. Aniołów stróżów tych dusz widziałam bardzo smutnych, nic im pomóc nie mogli, i słyszałam głos tych dusz: „Zlitujcie się nad nami, bo ręka Pańska dotknęła nas!”

1 lutego 1953 r.

Widziałam również dusze ojców tych dzieci, którzy pozwalali na to morderstwo. Byli w jednych ciemnościach. Gdziekolwiek się obrócili, była ciemna noc. Szukali wyjścia i nie mogli się wydostać z tej ciemnicy. Chwilami zabłysło jakieś światło nad nimi, z czego wiedziałam, że to czyściec. Widziałam także, jak płynęła z ich rąk krew, a gdy chcieli wydostać się stamtąd, napotykali jakby wielkie kamienie, upadali na te kamienie, rozbijali się i z powrotem wstawali. Męka ich polegała również na wyrzutach sumienia i na rozpaczy. Było to coś tak strasznego, że myślałam, że są w piekle, bo tam jest rozpacz i wyrzut sumienia. Ale przebłyski światła, które były, wskazywały na to, że to nie piekło – ale czyściec. Widziałam też ich aniołów stróżów, tak smutnych jak tam nad matkami, że nie mogli im nic pomóc. Zrozumiałam więc, że to nie jest piekło – ale czyściec, chociaż męki ich były straszne, nie do opisania.

Widziałam dusze lekarzy, którzy przyczyniali się do tych zbrodni i sami byli zbrodniarzami. Widziałam takich, którzy dla materializmu czynili różne zabiegi, aby być opłacani. Widziałam, że te pieniądze były takie, jak judaszowskie za zabicie Boga. Oni tak samo i tu zabijali Boga w duszy dziecięcia i zapłata ich – to 30 srebrników judaszowskich. Wielu widziałam, jak szli po wysokiej górze, jakby szklanej, z workami pieniędzy: niektórzy byli już na samym szczycie, inni na połowie drogi. Potem spadali, pieniądze rozsypywały się z tych worków, a oni wracali i znowu szli zbierać te pieniądze, i znowu wspinali się na tę górę, i znowu staczali się w dół. Męka ich była straszna. Byli bezradni, nie mogli sobie poradzić, nic pomóc. Potem widziałam wysokie kamienice. Oni stali pod kamienicami. I znowu widziałam wysokie kamienice. Oni stali pod kamienicami, a domy te zawalały się na nich i byli jakby zdruzgotani, byłam pewna, że wszyscy są zabici, ale nie: wychodzili spod gruzów, wspinali się na pozostałe mury i brak im było powietrza, dusili się. Dane mi było do zrozumienia, że to są domy kupowane za nieuczciwe pieniądze. Wielu lekarzu widziałam, którzy mieli noże w rękach i jakby chcieli sami siebie zabijać. Przebijali siebie, a jednak żyli, była to męka tak wielka dla nich, a zwłaszcza lęk przed śmiercią, przed świadomością, lęk – że sami siebie muszą zabić, a jednak nie mogli.

Jak straszna jest odpowiedzialność takiego lekarza, dopiero teraz się dowiedziałam. Więc gdy przychodzą matki z taką propozycją, aby nienarodzone dziecko pozbawić życia, powinni lekarze – choćby nie byli bardzo praktykujący – ale w imię poczucia ludzkości i uczciwości – takie osoby wyrzucić za drzwi, bez względu na to, kto ta osoba jest. Bowiem wielu nie zdaje sobie sprawy, że od chwili poczęcia – jak powiedziałam jest dusza. Więc niech zawsze myślą o tym, że wtedy nie tylko zabijają ciało, ale zabijają duszę [*] i są okropnie odpowiedzialni przed Bogiem. [*- zabijają życie duszy w ciele, dusza poza ciałem żyje nadal (Mt 10,28) ale takiej duszy zabrano możliwość zdobycia zasług dla Boga, zasług które są związane z życiem w ciele]

Lekarze, jeżeli nie chcą żyć w ciągłych wyrzutach sumienia i chcą mieć śmierć szczęśliwą i nie spotkać się z tym wszystkim w godzinie śmierci i cierpieć kiedyś, tak, jak tu się opisuje, to niech w Imię Boga zaniechają takich zbrodni! Lekarze powinni właśnie uświadamiać ludzi i nie pozwalać kobietom na takie występki, nie mówiąc już nawet z punktu widzenia moralnego, ale z punktu ich fizycznego zdrowia. Gdyż przez takie zabicie go, więcej jest szkody dla ciała. A niektórzy błędnie sądzą nieraz, że czynią to dla ratowania życia matki kosztem życia drugiego. Nie wolno nigdy zabijać, nawet gdyby chodziło o ratowanie życia matki, bo zbrodnia jest zawsze zbrodnią.

Rodzice kierują się tu często stroną materialną, że nie będą mieli środków na wychowanie dzieci. Znam rodziny, które mają po dziesięcioro dzieci i więcej, a więcej mają błogosławieństwa i Opatrzności Bożej niż ci, którzy mają jedno dziecko lub nie mają żadnego. Powinniśmy mieć większą wiarę w Opatrzność Bożą i wierzyć, że jeżeli Bóg daje dzieci, to daje i na dzieci. Ja sama jestem dziewiątym dzieckiem, a było nas dziesięcioro, a nigdy nie brakowała nam chleba. Mieliśmy jeszcze tyle, że mogliśmy jeszcze inne rodziny wspomagać.

Księża więc powinni więcej mówić na kazaniach na ten temat i tłumaczyć o wielkim grzechu zabójstwa nienarodzonych dzieci, bo często nie zdają sobie sprawy z ciężkości grzechu te osoby, które go popełniają. W konfesjonałach powinni kapłani ostro brać takie rzeczy, przedstawiając im Miłosierdzie Pańskie, ale też mówić im, że w tych wypadkach Sprawiedliwość Boga jest surowo wymierzana.

Pytałam się tych dusz, które w tak ciężkich pokutach widziałam, dlaczego mimo takich zbrodni nie są potępieni, a są tylko w czyśćcu. Odpowiedzieli, że mimo wszystko mieli akt skruchy w godzinie śmierci i wiele poza sobą innych dobrych uczynków. Na przykład lekarze także otrzymywali miłosierdzie za miłosierdzie i poświęcenie dla swoich chorych.

Niech każdy weźmie pod uwagę, że to jest tylko łaska nadzwyczajna, że oni otrzymali ten akt skruchy, a nie wiemy, czy każdy ją otrzyma.

Po napisaniu tego strasznego tematu zrozumiałam dopiero, dlaczego przed tym nawiedził mnie anioł posilenia, dając mi moc, bo temat ten szczególnie był dla mnie przykry i męczący.

Źródło:

http://www.duchprawdy.com/s_medarda_zofia_wyskiel_o_czysccu.htm

www.duchprawdy.com